Ciężka sprawa… Browar Zakładowy – Ciężki Ładunek.

Po D-Tonacji oraz Atomowym Morświnie kontynuujemy wątek militarno-zbrojeniowy. Temat jest zdecydowanie na czasie, kiedy to Stary Kontynent dzielnie przeciwdziała bandyckim atakom incydentom islamskich zwyrodnialców bliżej niezidentyfikowanych Europejczyków. Król Europy nie nadąża z wypisywaniem, w którym aktualnie miejscu jest jego serce. Barykada utworzona przez różnorakie memy, posty, marsze pokoju oraz kredowe rysunki dzielnie opiera się zamachowcom.

Póki jeszcze imć Szumlewicz nie zaproponował ostatecznego zniesienia aktów terroru ustawą, wysuwamy propozycję walki z atakami za pomocą piwa! I od razu wytaczamy nie byle co, bo Ciężki Ładunek!

Nie cobym tęsknił do czasów PRL i okupacji Radzieckiej, co to to nie! Natomiast przyznać muszę, że etykiety Browaru Zakładowego bardzo mi się podobają. Mają spójny styl i wyróżniający klimat. Na ciężarówce widzę cztery butelki, jak się domyślam Ciężkiego Ładunku. Sugestia, że jedna nie wystarczy. Super!

Pianie trzeba nieco pomóc się utworzyć, ale – gdy już powstanie – utrzymuje się całkiem długo. Barwa, delikatnie mówiąc, nie powala. Złota ale błotnista, mętna, z widoczną „zawiesiną” w górnej części.

Aromat? Jakby banner Partii Razem po ulewie. Popularna „mokra szmata”. Dopiero później, gdy nasze wkurwienie opadło przyzwyczailiśmy się do jej obecności, wyczuliśmy karmel, nieco mandarynki i nut kwiatowych. Gdzie cytrusy, pytam? Gdzie żywica? Gdybym chciał słodki ulepek kupiłbym sobie Fortunę Czarną, a nie IIPĘ. No i ta ścierka. Aż korci pozostawić Ładunek na jakiś czas w toalecie i sprawdzić czy po czasie podłogi będą zmyte.

Skoro powiedziało się już A wypada powiedzieć B, i wypić. Od pierwszego łyku uderza grejpfrutowo-żywiczna goryczka. Konkretna. Początkowo wydaje się, że jest ok. Minutę później, gdy gorzkość nadal zalega już wiadomo, że ok nie jest. Na szczęście spod gorzkiej kołdry można wyciągnąć, choć nieco za uszy, inne nuty. Jest brzoskwinia, grejpfrut, morele, mandarynka. Wszystkie te owoce w wyraźnej polewie karmelu. Bardzo słabo pijalne. Z niecierpliwością czekaliśmy aż zawartość naszych pokali się skończy. No bo jak to Mamusia mawiała „Chociaż piwko wypij, mięsko możesz zostawić”.

Czy ten ładunek aby taki ciężki? Ciężko go „zmęczyć” w całości, a co dopiero cztery sztuki przewidziane na etykiecie. Bardzo wyraźna, ostra wręcz goryczka zalega bardzo długo, co sprawia że Ciężki Ładunek może zmęczyć nawet zagorzałych Hop headów. Degustując to piwo po fenomenalnym PanIPAni Double pozostaje jedynie, jak to mawia Michał Probierz, pierdolnąć sobie whisky, bo co nam zostało…

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *