Mery Bajery! Artezan – Mera IPA

– A wy ciągle o tych piwach piszecie? – zagadnął pewnego dnia Teść. – Bo ja to lubię takie mocno goryczkowe…
Ja też – odpowiedziałem nieświadomy ciągu dalszego.
Np. Pilsner Urquell, taki gorzki, super!

„Już ja Ci pokażę!” pomyślałem, a w tle rozległ się szatański chichot. Wybór prezentu wielkanocnego tym razem był formalnością. Zestaw składający się z klasyków: Atak Chmielu, Mera IPA plus nowość od Trzech Kumpli: PanIPAni double, solidnie zapakowany bardzo ucieszył Teścia. Obiecuję, że jeden z następnych wpisów będzie relacją z degustacji. Już nawet naszykowałem skrót klawiszowy pod „tfu! tfu!”, chociaż przeczucie podpowiada, że będzie inaczej.

Oczywiście nie byłbym sobą gdybym podobnego zestawu nie zakupił celem degustacji. Pioniera Piwnej Rewolucji tym razem pominąłem, natomiast po zakończonych Świętach mogłem delektować się degustacją pozostałych dwóch prezentowych piw. Na tapet bierzemy Mera IPA z Artezana.

Trudnym zadaniem jest szczegółowe opisanie doznań z produktu stanowiącego podstawę mojego standardowego zestawu piwnego, to fakt. Jednakże spróbuję. Etykieta miażdzy system. Zwłaszcza dla osób, którym Fiat 125p nie tylko kojarzy się z Porucznikiem Borewiczem, a same albo śmigały „Dużym Fiatem” w latach 80-90 lub kupowały go później żeby tanim kosztem podriftować na osiedlowych uliczkach.
Podoba mi się nawiązanie historyczne. Mianowicie, w Błoniu, gdzie obecnie Artezan ma swój browar poprzednio mieściły się zakłady MERA. Produkowane były tam układy pomiarowe między innymi dla FSO. Tyle historii, pijemy!

Piwo jest mętne, Piana poprawna, drobnopęcherzykowa („uwielbiam” to stwierdzenie, ale fakt iż jestem inżynierem a nie zawodowym pisarzem nie pozwala mi na wymyślenie czegoś mniej oczywistego). Szybko opada, ale nie traktuję tego jako minus.

W zapachu nie czuć cytrusów… Naprawdę? Milion razy było czuć wyraźnie owoce cytrusowe a tym razem niet. Są drożdze, nuty żywiczne, herbata. Trochę mandarynka, ale gdzie są cytrusy? W każdym razie – obiecuję, że generalnie są, tylko tym razem nie wyczuwam. No więc mamy ciekawostkę. Ciekawe czy w smaku będzie podobnie?

Niee, smak nie zaskoczył. Na szczęście. Być może nie jest najgłębszy (na szczęście!) , ale mimo wszystko złożone. Taak, to jest to piwo. Owoce tropikalne, grejpfrut, melon, arbuz, żywiczność. Grejpfrutowa goryczka nie zalega mimo swojej intensywności. Akcent kwiatów polanych karmelem wymiata! Sama tekstura – jak przystało na sesyjne w mojej opinii IPA jest bardzo gładka. Mega pijalne. Do swojskiej kiełbasy zarumienionej na grillu idealne.

Już się nie mogę doczekać aż zrobi się tak ciepło żeby bez zbytniej ilości swetrów, kurtek i innych katan wybyć na grilla nad Wisłę. I z pogardą patrzeć na posiadaczy Tyskich i inszych Żubrów, skoro za nieco ponad 9 złotych w Źródle Niebanalnych Piw i Alkoholi można zakupić coś codziennego ale zdecydowanie niebanalnego.

Podobne posty

4 komentarze

  1. Ten ostatni akapit mogłeś sobie darować! Porównaj cenę kraftu i Tyskiego i pamiętaj, iż nie każdy jest dobrze zarabiającym inżynierem, którego stać na wywalenie 10 zł na jedno piwko…. Poza tym bardzo udana charakterystyka „napoju Bogów”…

  2. Dzięki za komentarz! Zarobki nie mają nic do tego. Sensem akapitu jest fakt, że zamiast inwestować w trzy Żubry (nawet w przeciągu tygodnia/dwóch) lepiej zakupić coś, co smakuje wybornie.

    Zdrówko!

  3. Widzę, że nie zrozumiałeś. No ale trudno… Syty ma zawsze problem ze zrozumieniem głodnego. Życzę Ci abyś codziennie mógł sobie kupić piwko jakie chcesz, ale pamiętaj, że ta sytuacja może się zmienić… Zejdź na ziemię, bo trochę odleciałeś…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *