Udaliśmy się na psychotesty…. Bazyliszek – American Psycho IPA

„No wreszcie!” Powiedziała moja Żona zerkając na przyniesione Psycho AIPA. „Wreszcie mam oficjalne potwierdzenie, że jesteś psycholem! Te piwa po 100 zł, ten cały kraft, że niby to dobre… to tylko usprawiedliwienie do żłopania! I wreszcie przyniosłeś coś o nazwie adekwatnej do tej całej sytuacji!” – usłyszałem.

O nie nie, moja Droga. O „żłopaniu piwska” na pewno kiedyś napiszę, doświadczenie zobowiązuje. Jeśli będę chciał się najebać, po prostu nażłopię się wódy. A w „tym całym krafcie” chodzi o smak. O aromat. O to, że piwo jako trunek niczym nie ustępuje whiskey. Jak powiedział ostatnio mój serdeczny kolega „W dawniejszych czasach nietaktem było zaprosić Kobietę na piwo.” A przecież teraz chodzimy na piwo regularnie, hmm…? To może pójdziemy do psycho-aipa-lityka? Ale takiego amerykańskiego, co?

American Psycho IPA to pierwsze piwo uwarzone przez warszawski browar Bazyliszek. Każdy kraftowiec zapewne zna historię tego browaru – zaczynali jako kontraktowiec a z czasem przejęli po Artezanie browar w Natolinie. Pierwsze, więc musiało być wyjątkowe. Oprócz – jak sama nazwa wskazuje – amerykańskich chmieli Tomahawk, Centenniel, Simcoe, Citra oraz nazistowskiego niemieckiego Magnuma do piwa tego został dodany gruit. W czasach „przedchmielowych” nie dane było mi egzystować (uff!), w każdym razie wieść niesie że gruit poza ziołami „pospolitymi” zawierał te po których widziano smoki, hobbitów oraz Legię w 1/8 Ligi Europy 2016/17. A przecież chmiel to roślina z rodziny konopiowatych… no to….

Szykując się na niezły odlot wyjmujemy z lodówki Bazyliszek – American Psycho IPA. Ładna, wysoka i gęsta piana, biała jakby właśnie wyjęta z ACE. Zapowiada się że będzie fajnie. Niuchamy imperialną amerykańską IPĘ. Pachnie delikatnie, na pewno nie ma tu imperium. Są nuty owoców tropikalnych, czujemy ziołowość. Jest łagodnie, subtelnie a przede wszystkim smakowicie. Czy to efekt „piwnej rewolucji” i zdeformowanych latami „biczowania” chmielem kubków smakowych? Czy jednak wymagania konsumentów nieco się podniosły? W smaku trawiasto, znów ziołowo… Chyba nie dorosłem do recenzowania piw z zasady mniej złożonych smakowo. Streszczenie smaku jako amerykańskie chmiele, zioła, trawa, oczywiście tropikalne owoce może troche urągać tak długiej recenzji. Goryczka z gruitu i amerykańskich chmieli jest bardzo przyjemna. Nie zalega zbyt długo. Fetyszystom liczb oznajmiam że IBU 76 nie musi oznaczać czystego piołunu.

Szczerze mówiąc, trudno o Psycho IPA napisać coś szczególnego. Świetne jako codzienna, sesyjna (a nie psychodeliczna!) AIPA. Zamiast wizualizować latające smoki pokazała nam leżaki nad Wisłą i kolejne piwo do sparowania z grillowanym kurczakiem, rodziną, widokiem na rzekę. Ogólnym chilloutem. Psycho AIPA = Chillout AIPA. Do osiągnięcia efektów psycho pozostaje długie wpatrywanie się w etykietę – bo ta jest odjechana – lub LSD (zdecydowanie nie mylić z SLD!). I w nasze odjechane zdjęcie. Bez filtrów piwo wygląda tak:

*Autor powyższego posta jest zdecydowanym przeciwnikiem narkotyków nawet w najlżejszej postaci i to nie jest formułka pisana dla poprawności politycznej 🙂

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *